[Opowiadanie] Mściciel w Vattere

Jeżeli piszesz, malujesz, rysujesz, komponujesz... Podziel się tym z nami!
Awatar użytkownika
Super Vegeta
Posty: 847
Rejestracja: 07 maja 2006, 08:03
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

[Opowiadanie] Mściciel w Vattere

Postautor: Super Vegeta » 08 lip 2010, 14:50

Noruj zarzucił wczoraj swoim opowiadaniem - i przypomniało mnie się, że swojego czasu zacząłem pisać sagę, mającą zdetronizować Wiedźmina jako najpopularniejsze polskie fantasy - ale jak to zwykle bywa, po kilkunastu stronach rękopisu chęć mi przeszła. :p Zamieszczam zatem, co mam.

akapitPogoda od paru dni była iście parszywa. Ulewny deszcz i smagający po twarzy wiatr skutecznie odstraszały od pomysłu opuszczenia budynku i ruszenia w podróż, toteż od paru dni karczma w Vattere przeżywała prawdziwe oblężenie. Gospodarska sakwa pęczniała, aż miło, ale ciągłe użeranie się z gośćmi powoli wyczerpywało cierpliwość karczmarza, który siedział teraz za ladą i głęboko apatycznym wzrokiem obserwował krople spływające po błonach okien.
akapitNagle uderzyło go potężne dmuchnięcie chłodu. Miał absolutnie dosyć ciągłej krzątaniny za żądaniami podróżnych i nie uśmiechało mu się gościć kolejnej hałastry. Całe szczęście, że ostał się tylko jeden wolny stół. W głębi duszy zaczął dziękować burmistrzowi, że ten odmówił mu udzielenia większej pożyczki – na samą myśl o większej karczmie – i, co za tym idzie, większej ilości odwiedzających, zaklął szpetnie i plunął pod stołek.
akapitChłód w końcu ustał. Karczmarz westchnął ciężko i zwrócił wzrok w kierunku wejścia. Ku jego (pozytywnemu) zaskoczeniu, zjawiły się tylko dwie nowe osoby. Obydwie postacie miały na sobie długie płaszcze, lniane, ale zapewne podszyte od wewnątrz wełną. Ich twarze zakrywały wielkie, głębokie kaptury, ale opadające na piersi długie kosmyki włosów: rudych i brązowych natychmiast zdradzały płeć. Gospodarz zafrasował się. Prowadził karczmę już od dziesięciu lat, ponad dziesięciu lat! i widział przez ten czas dużo. Czasem odnosił wrażenie, że za dużo. Między innymi miał okazję zobaczyć, jak kończą samotne dziewczyny wchodzące do karczmy okupowanej przez oddział nazbyt pewnych siebie żołdaków.
akapitPrzeczucie, niestety, nie myliło go. Wzrok – w lwiej części mocno już zapijaczonych – wojaków nie opuszczał kobiet ani na chwilę, gdy przeciskały się przez zatłoczoną karczmę do jedynego wolnego stołu. W izbie zapadła ciężka, nieznośna cisza. Karty, dotychczas latające po blatach z wściekłą furią, zatrzymały się, a kufle z piwem znalazły wreszcie tak upragniony grunt pod dnem. Gospodarz dopiero teraz zauważył, że wolne miejsce, do którego pchały się podróżne, było położone w najgorszym możliwym miejscu – w samym rogu budynku, tuż obok stolika, przy którym zasiadał Fryderyk Grott.
akapitMężczyzna ten był średniego wzrostu i niespecjalnej postury, a krótko przystrzyżone, czarne włosy i mały wąsik nadawały jego twarzy wyraz lekko komiczny. Nic bardziej mylnego. Grott był szefem miejscowej policji, a dzięki protekcji burmistrza – z którym, nota bene, wcale nie był spokrewniony – dosłownie trzymał całe miasto w garści. Wszystkie jego działania i akcje, nawet te kłócące się z prawem tak bardzo, że sprawiały wrażenie przekolorowanych plotek, uchodziły mu na sucho. Sama straż miejska była już bardziej hulajpartią, niż kolektywem oddanych obywateli.
akapitNaczelnik Straży Miejskiej Vattere, widząc zmierzające w jego stronę kobiety, nad wyraz się rozochocił. Starannie poprawił kołnierz wystającej spod kirysu błękitnej koszuli, po czym cały dokładnie się otrzepał. Ułożywszy jak należy swój czarny wąsik, obserwował, jak jedna z panien podsuwa drugiej krzesło i szepce coś do towarzyszki. Podniecały go tajemnicze kobiety. Pogładził swą lewą brew, odsunął krzesło i już miał wstać, gdy nagle brązowowłosa zrzuciła kaptur.
akapitPo karczmie przeszedł szept czegoś pomiędzy obrzydzeniem, a zaskoczeniem. Grott zatrzymał się w pół ruchu, po czym powoli siadł powrotem. Brązowowłosa była mężczyzną, i to dosyć szpetnym. Prawą połowę jego twarzy pokrywały cztery podłużne blizny, niczym po uderzeniu pazurem – przy czym jedna z nich jakby wyłaniała się spod powieki. Powieki, która cały czas była zamknięta, więc najprawdopodobniej ukrywała niemiły widok pustego oczodołu. Z kolei na lewym poliku znajdowało się dziwne znamię. Opadające włosy zakrywały część szczegółów, ale tych charakterystycznych znaków nie sposób było nie dostrzec.
akapitCzłowiek z bliznami dokładnie rozglądał się po karczmie, jakby starał się złowić każdy możliwy szczegół. W tym czasie jego towarzyszka rozpinała mu płaszcz, guzikowany w pół długości, do pasa. Gdy rudowłosa skończyła, mężczyzna spojrzał się na nią z lekkim uśmiechem i zrzuciwszy płaszcz na krzesło udał się w kierunku lady.
akapitGrott i jego hulajpartia przypatrywali się nieznajomemu w osłupieniu. Szczególną ich uwagę zwróciły jego ręce, a raczej ich brak. Tam, gdzie przeciętna osoba ma przyrządy do trzymania miecza oraz macania dziewcząt po tyłkach, ten człowiek posiadał dwa wielkie, imitujące naturę kawały brudnej stali. Nie dało się, co prawda, odmówić kunsztu twórcy tych protez – posiadały zginające się palce, przeciwstawne kciuki oraz (w ograniczonym zakresie) ruchliwe nadgarstki – niemniej widok takiej abominacji napełnił straż dziwnym niepokojem. Pokryte licznymi odpryskami i drobnymi wgnieceniami napierśnik oraz naramienniki dodatkowo wzmacniały demoniczną aurę, która ciągnęła się za tą personą.
akapitMężczyzna wymienił parę słów z karczmarzem, po czym kolistym ruchem rzucił na ladę sakwę z pieniędzmi. Gospodarz westchnął ciężko i z miną godną religijnego męczennika przysunął się do blatu, by przeliczyć monety. Gdy skończył, przybysz podobnym do poprzedniego machnięciem zgarnął woreczek ze stołu i udał się do swojej towarzyszki.
akapitPrzez cały ten czas rudowłosa siedziała ze wzrokiem wlepionym w podłogę. Dopiero, gdy człowiek z bliznami powrócił i usiadł obok niej, podniosła głowę odrobinę wyżej. Mężczyzna ściągnął jej kaptur i delikatnie pogłaskał po głowie, po czym odgarnął na bok miedziane włosy. Skromny uśmiech zagościł na jego poharatanej twarzy, gdy zadarł do góry drobną, dziewczyńską bródkę podróżniczki. Chwilę potem kobieta zaczęła rozpinać swój płaszcz. Żelazoręki zdjął odzienie z jej barków, delikatnie kładąc je na oparciu krzesła, po czym oddał się rozmowie z niewiastą.
akapitGwar w karczmie powoli rósł, zatrzymał się jednak zauważalnie poniżej poziomu, jaki panował, zanim do izby weszła ta dwójka. Szeptania i kąśliwe uwagi wyparły pijackie toasty, nawet karty przechodziły z rąk do rąk jakby trochę wolniej. Tylko Fryderyk Grott siedział w zupełnej ciszy. Nie podobała mu się obecność tych dwojga – rzecz jasna, z silnym naciskiem na męski element pary. Miał niemiłe wrażenie, że zaraz coś się wydarzy. Odruchowo wymacał pewność mocowania swego zdobionego puginału przy pasie. Przede wszystkim zaś irytował go fakt, że nieznajomy wywarł na gościach – a nawet na Grottowskich żołnierzach – większe wrażenie, niż sam Naczelnik Straży Miejskiej Vattere.
akapit„Wasze kluchy” – rzucił szorstko karczmarz do tajemniczej pary, kładąc niedbale półmisek na stole. „Ależ dziękuję” – odrzekł mężczyzna, równie niegościnnym tonem. Jego towarzyszka lekko skinęła głową. Gospodarz po raz kolejny westchnął ciężko, po czym wrócił na swoje miejsce.
akapitKobieta schyliła się, by sięgnąć po coś do kieszeni u spodni. Po chwili podniosła się, trzymając w dłoni dwa widelce. Jeden z nich starannie wsunęła w żelazną dłoń brązowowłosego. Upewniwszy się, że leży pewnie, odwróciła się do stołu i poczęła krążyć sztućcem nad blatem.
akapitPrzypatrujący się wszystkiemu uważnie Grott pojął w mig. Dziewczyna była niewidoma, prawdopodobnie nie mogła również mówić. Raczej nie była głucha, w końcu reagowała na zachowanie towarzysza – ale nie odpowiadała. Tak. Słyszy, ale nie może mówić. Przez krótką chwilę Fryderyk poczuł szacunek do tego mężczyzny – musiał być nie byle kim, skoro był w stanie zapewnić przetrwanie tak bezbronnej i bezsilnej istocie.
akapitJeżeli coś zacznie się dziać, schowaj się pod stół. Nie wychodź, dopóki Cię nie zawołam.
akapitCzłowiek z bliznami szybkim ruchem wydobył coś zza pazuchy swego płaszcza i wstał od stołu. Przeszedłszy parę kroków, jednym, potężnym susem wskoczył na długą ławę, przy której bawili się strażnicy miejscy. Widok czyichś obcasów pomiędzy talerzami, rzecz jasna, nie spodobał im się, toteż od razu podniósł się potężny raban.
akapit„Cisza! Cisza!” – rozległ się po izbie krzyk żelazorękiego. Grottowska kompania nie odpuszczała. „Zamknąć ryje!” – silny wrzask, połączony z uderzeniem obcasa tak mocarnym, że wszystkie półmiski aż podskoczyły ze szczękiem, dał w końcu oczekiwany efekt.
akapitW karczmie zapadł całkowity bezdźwięk. Długowłosy rozejrzał się dokładnie, jakby chciał się upewnić, czy wszyscy go słuchają. Po chwili uniósł do góry trzymane w rękach zawiniątko i, nie spuszczając z tonu, oznajmił: Ogłoszenie wojewody Boyenstee.
akapitNatychmiast dało się słyszeć rąbnięcie pięścią w blat parę stolików obok oraz wściekły warkot Grotta.
- Kim ty jesteś, kmiocie, by czytać tu listy wojewody? Myślisz, że w takim mieście jak nasze nigdy nie było gońców od wojewody, i że nigdy nie mieli ze sobą insygniów? Złaź stamtąd, zanim każę cię aresztować, śmieciu!
- Sugeruję – odpowiedział irytująco spokonym głosem brązowowłosy – aby udał się pan do karczmarza i poprosił go o miskę ciepłej wody, celem przemycia uszu. Mówiłem „ogłoszenie”, a nie „list”.
akapitFryderyk ponownie grzmotnął pięścią w stół. Krew powoli zaczynała się już w nim gotować.
- Kpisz sobie ze mnie?
- Ależ skąd – odrzekł człowiek z bliznami, tak samo bezemocjonalnym tonem, jak poprzednio – po prostu zwracam pana uwagę na różnicę pomiędzy listem, a ogłosze-niem.
akapitNaczelnik zrobił głęboki wydech, po czym podszedł do ławy, oparł się o nią i wlepiwszy w przybysza gniewne oczy, głosem podobnym do tego, którego używa się podczas przesłuchań, spytał się:
- Skąd masz to ogłoszenie?
- Ogłoszenie otrzymałem równo tydzień temu od gońca wojewody, Trotzfelda Didra. Przechodziłem wtedy przez… Srebrne Kłosy? Jakąś małą wioskę. Zatrzymałem się w tamtejszej karczmie, gdzie poznałem pana Trotzfelda. Okazał się być bardzo miłym człowiekiem. Gdy opowiedziałem mu o swojej tułaczce, wręczył mi dwa egzemplarze tegoż ogłoszenia, abym odczytał je w jakiejś wiosce czy mieścinie – gdzie mnie nogi poniosą.
- A dlaczego – w głosie wąsatego pojawił się element ekscytacji – pan Trotzfeld Didr…
- Dider.
- …pan Trotzfeld Dider nie pojawił się w Vattere?
- Ależ pojawił się. Pięć dni temu.
akapitPo karczmie rozległ się pomruk zaskoczenia. Grott nawet lekko się zaśmiał.
- Dlaczego, w takim razie, pan Troztfeld Dider nie zawitał do karczmy ani na rynek miejski i nie wygłosił tego ogłoszenia osobiście?
- Ponieważ leży martwy w wykrocie u wejścia na cmentarz.
akapitIzba wypełniła się niespokojnymi pomrukami. Nawet Ci z gości, którzy dotychczas w ogóle nie zwracali uwagi na to, co się dzieje, odwrócili swój wzrok w kierunku centrum wydarzeń.
- Czy ty coś… sugerujesz? – Grott wyraźnie obniżył się. Jego głowa zwisała bezwładnie, wpatrując się w podłogę.
- Powiedziałem tylko, że pan Dider nie żyje.
akapitAtmosfera w budynku zrobiła się ciężka, wręcz gęsta. Pochylony nad ławą naczelnik oraz stojący na niej długowłosy napełniali salę coraz silniejszą aurą nadchodzącego nieszczęścia. Języki podchodziły gościom do gardeł, a kolejne sekundy ciszy dłużyły się niczym kwadranse. Karczmarz nerwowo wtopił palce w ladę.
akapitPrzybysz. On nie wie, że z Grottem się nie zadziera. Wpakował się, cholera. Nie, teraz już nie ma odwrotu, nie może tak po prostu zejść z tej ławy, nie czytając. Będzie jatka. Jak nic, będzie jatka. Trzeba ich jakoś powstrzymać. Tylko co ja mogę, co ja mogę?
- Panie Krwawy Mściciel – gospodarz wysilił się na możliwie najbardziej przyjazny i żartobliwy ton – odwijaj pan to cudo i czytaj, albo złaź pan w cholerę z tej ławy.
akapitSiedzący tuż przy nodze długowłosego strażnik aż się wzdrygnął. „Krawy Mściciel. Właśnie, właśnie!” Z niepokojem odchylił się, by móc szybko zerknąć na znamię przybysza. „Wiedziałem… Wiedziałem, że gdzieś już widziałem tę bliznę!” Jego oddech stawał się coraz cięższy wraz z napływem kolejnych porcji wspomnień. „Widziałem już to znamię. Widziałem…”
akapit„Czarny Szermierz” – wycedził przez zęby. Serce biło mu jak młot, a nerwowy wzrok nie dawał się odciągnąć od nieznajomego na ławie. „Czarny Szermierz… Taaak, on też miał to znamię. To ono go prowadziło. To przez nie zabijał. To przez nie zniszczenie, które za nim kroczyło. Wtedy, w Coca, modliłem się, by ten koszmar jak najszybciej się skończył… A teraz on. A teraz ten… Mściciel. Szlag by to wziął. Szlag by to wszystko…!”
akapit„Juss!” – klepnięcie w ramię przywołało wojaka spowrotem do rzeczywistości. „Juss, słuchaj.”
akapit…postanawia, co następuje: Primo. Naczelnik Straży Miejskiej Vattere, Fryderyk Grott, oraz wszyscy podlegli mu strażnicy uznani zostają winnymi dwudziestu siedmiu rozbojów, stu osiemnastu haraczy, czterech morderstw oraz nie dającym się policzyć przypadkom bezprawnych rewizji i zatrzymań.
akapitGdy brązowowłosy doszedł do „morderstw”, salę zalała sala najbardziej bezczelnego śmiechu, jaki mógł się w tej sytuacji pojawić. Strażnicy miejscy szamotali się na krzesłach, trzymając się za brzuchy, a Grott aż usiadł na podłodze, aby nie przewrócić się podczas histerycznego miotania się w spazmach.
akapitSecundo. Osoby, o których mowa w punkcie pierwszym, mają czas dwóch tygodni od daty wydania rozporządzenia (to jest, do dnia dwudziestego ósmego marca włącznie), by oddać się dobrowolnie w ręce organów władzy. Do tego…
akapitSzczęk przewracanych w spazmach śmiechu talerzy wyznaczył kolejną przerwę w odczycie. Żołnierze Grotta dosłownie pokładali się z ubawu, miotając się po stołach i strącając stojące na nich naczynia.
akapitCzłowiek z bliznami robił się niespokojny.
akapit…do tego czasu nikt nie ma prawa stosować wobec nich jakichkolwiek środków przymusu.
akapitŻaden przymus nie był konieczny, aby karczemna hałastra po raz kolejny buchnęła śmiechem. Mściciel miał już dość. Potężne, wykonane szerokim łukiem łupnięcie obcasem w blat dało strażnikom wyraźnie do zrozumienia, że napiętnowany nie ma przyjaznych zamiarów. Turlające się po podskoku nad ławą kufle dudniły złowrogo.
akapitTertio. Po upływie wyżej podanego terminu osoby wymienione w punkcie pierwszym podlegają ściganiu przez organy prawa. Za pomoc w ujęciu przestępców obowiązuje nagroda – w wysokości czterystu tanblamów, w wypadku prawidłowego podania miejsca ukrywania się szajki; lub pięć tysięcy tanblamów, w wypadku bezpośredniego dostarczenia poszukiwanych organom władzy. (Ostrzeżenie: aby móc odebrać nagrodę, Fryderyk Grott winien być dostarczon żywy.)
akapitQuatro. Za pomoc w ukrywaniu się szajki, dostarczanie im pożywienia lub dokonanie handlu bez zgłoszenia tego faktu organom władzy obowiązuje kara w postaci grzywny lub więzienia (wysokość zależna od ciężaru winy).
akapitQuinto. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem podpisania (tj. czternastego marca) i obowiązuje na całym terenie Boyenstee.
akapitPodpis wojewody, pieczęć, data. Koniec.


Standardowo, wszystkie uwagi (oprócz "łowmordęiletekstu") mile widziane. Endżoj! :D
Awatar użytkownika
Gedharm
Posty: 932
Rejestracja: 30 gru 2009, 14:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: [Opowiadanie] Mściciel w Vattere

Postautor: Gedharm » 08 lip 2010, 16:13

Łowmordęiletekstu :D

Ale czytam, czytam, może przeczyta się tak samo samo jak opowiadanie Noruja : d

Jakieś 10 minut później :

No, kolejne opowiadanie, w którym po przeczytaniu początku reszta sama się przeczytała. Wkurza mnie tylko ten "akapit", mogłeś dać mniej widoczny kolor albo zamiast wyrazu ustalić sobie, że akapit wynosi te 6 czy 7 spacji. I znowu - chcę więcej, kur** czy Wy zawsze musicie przerywać rozdział/opowiadanie w najlepszych momentach? Cholera, jesteście wredni jak Cipsoft, robicie coś po to by inni się uzależniali :d

A tak na serio - pisz, pisz ( masz to dokończyć, KPW? ). Dwa opowiadania całkiem niezłe i podobały mi się ( co rzadko się zdarza ). Mam nadzieję, że albo Ty, albo Noruj napiszesz dalszy ciąg, a najlepiej, żebyście obaj napisali :D
Biedroneczki są w kropeczki i to chwalą sobie :)
Awatar użytkownika
ŻbiXs

Golden Forki Special - Dema (zwycięstwo)
Posty: 319
Rejestracja: 19 lis 2007, 11:37
Lokalizacja: odmęty internetu
Kontakt:

Re: [Opowiadanie] Mściciel w Vattere

Postautor: ŻbiXs » 08 lip 2010, 16:27

Zakończenie normalnie jak reklamy na Polsacie... bez komentarza. :?

Super Vegeta pisze:(...)histerycznego miotania się w spazmach.

Wystarczy samo histeryczne miotanie lub samo miotanie w spazmach, inaczej takie lekkie masło maślane wychodzi...

Długie brązowe włosy trafnie zdradzają płeć, nie ma co. :lol:
Pinkel
Posty: 86
Rejestracja: 16 lip 2010, 15:34

Re: [Opowiadanie] Mściciel w Vattere

Postautor: Pinkel » 16 lip 2010, 16:27

Do autora:
Będę szczery. Nie podoba mi się to opowiadanie. Po prostu jest o niczym. Efekt niedopowiedzenia wyszedł kiepsko, a całość zapowiedź czegoś większego, a nie samodzielne opowiadanie. Forma jest niezła, widać, że lubisz bawić się językiem, ale jesteś niekonsekwentny. Słów jest za dużo, często pojawia się "masło maślane". Możesz spokojnie skrócić to o połowę, wycinając niepotrzebne przysłówki.
Patrz, post Pinkela! Przeczytaj, zanim usuną!
Narzucanie innym swojego zdania w celu bycia trollem jest czymś, czemu tylko najlepsi są w stanie sprostać.
Awatar użytkownika
Super Vegeta
Posty: 847
Rejestracja: 07 maja 2006, 08:03
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Re: [Opowiadanie] Mściciel w Vattere

Postautor: Super Vegeta » 16 lip 2010, 17:11

Nie ma tu efektu niedopowiedzenia, jest tylko efekt niedokończenia pracy. :) Zaś co do słów i masła maślanego - cóż, jakoś tak mam, że jak już zacznę gadać\pisać, to jestem wylewny; nie piszę za często, więc nie ma za specjalnie czego oczekiwać, ale wiadomo - zawsze do przodu, może powoli będzie coraz lepiej.

Wróć do „Galeria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości