Witam szanownych scenowiczów.
     Kiedyś dawno dawno temu, powstała gra "cud" - Jappan Warriors, autor pewnie bojąc się o swoją reputację, nie zamieścił swojej xywki w grze. J.W. była pierwszą grą na makera, w którą zagrałem dwa razy. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś odważył się puścić w świat takie badziewie. Moment, kiedy zagrałem w Jappana odbył się bardzo dawno temu (jak na scenę makerową) i na scenie nie istniały praktycznie inne gry. Oczywiście była też legion saga, ale jak porównywać legiona sage z Jappanem? Nijak nie da się tego zrobić. No cóż takie podłoże nie wróży szybkiego wzrostu.
     Powoli na scenę wkraczały coraz lepsze tytuły, jedne średnie drugie lepsze, trzecie słabsze, czwartych nie było. W czasach drugiego rozwoju brak było gry - prekursora. Nikt nie tworzył będąc zafascynowanym polskim dziełem. Co najwyżej zagranicznym? Ale ludzi tworzących gry nie było w tamtych czasach. Wtedy panował rozwój "plikowy", przybywało plików i redaktorów, ale gier niewspółmiernie mniej, życie mogłoby się tak toczyć dalej i zapewne coś by wyrosło w końcu z tej sceny. Ale nastąpił wybuch!
     Wybuchem było odejście małego (wraz z połową redaktorów twierdzy), nie będę wspominał problemu, jaki wtedy zaistniał, bo to nie czas i nie miejsce. To zdarzenie spowodowało wiele. Scena wtedy praktycznie umarła, jedni się poprzenosili na upadające po miesiącu strony, drudzy odeszli a wśród nich wielki mistrz - śp. 7_mały_7. Zapanował wtedy zastój na twierdzy, co niestety przeniosło się na niektóre inne strony. Scena prawie umarła, no cóż nic nie wróżyło lepszej przyszłości.
     Potem nastąpiła epoka odnawiania, powoli wszystko do siebie dochodziło, wpadając w całkiem korzystny cykl. Wszystko się uspokoiło, tylko od czasu do czasu jakiś haker zablokował jedną czy drugą stonkę. Aż nastąpił kolejny wybuch - gra "Demons Legacy", cóż osobiście uważam tę grę nie tylko za kawałek naprawdę dobrego scenariusza wplecionego w rozgrywkę, ale także za prekursora polskiej sceny. Wcześniej każdy tworzył i nie miał autorytetu, nie widział konkretnego celu, teraz mam nadzieje, dzięki Mefistowi scena przejdzie odrodzenie i nastąpi kulminacyjny moment w którym gry zaczną walić się drzwiami i oknami. Dzięki Mefisto.
     Jesteśmy w teraźniejszości, do twierdzy wróciło sporo starego składu i zapowiada się na to, że nadjedzie największa rewolucja na scenie. Twierdza już raczej nie upadnie, jak to wiele razy zapowiadano, zresztą jak gdzieś usłyszałem - "gdyby Hitler miał taką twierdze to by nie przegrał wojny", słuszne stwierdzenie. Mam skromną nadzieje, że dzięki Demons Legacy, młodziki znajdą swój makerowy autorytet i będą tworzyć. Oby.
P.S. Wiem, tekst jest trochę nieskładny, ale od dawna miałem ochotę coś takiego napisać i nie mogłem się opanować z natłokiem myśli.

Wolwgangg