Perkusistka

Tysiące falowały w chorym, narkotycznym transie. Nieprawdopodobny hałas rozrywał powietrze i odbijając się od ścian ze zdwojoną siłą uderzał w tłum. Ryk instrumentów zabraniał istnieć myślom, słowom, czemukolwiek. Był tylko on. I perkusistka. Szybkość jej ruchów hipnotyzowała słuchaczy nie pozwalając się zatrzymać żadnemu z nich ani na chwilę. Bez przerwy rytmicznie odzywały się werble, talerze, bębny, wprawiając całą rzeczywistość w przerażające drganie. Każdy nerw konwulsując na granicy swojej wytrzymałości zdawał się w nieskończoność przedłużać impulsy dochodzące ze sceny. Bez sekundy odpoczynku widowni, bez sekundy odpoczynku artystki. W totalnej euforii, a może w zupełnym otępieniu. Widowisko zdawało się nie mieć końca ani początku, trwało zawieszone w czasie, niby nietykalny byt, którego nie imają się żadne boskie prawa. I choć słuchacze rozgrzani do śmiertelnie wysokiej temperatury zdawali się nie ustawać w morderczym tańcu, to żaden z nich nie wydał ani kropli potu. Artyści również. Tylko perkusistka - młoda, smukła, silna. Czując nieustanne mrowienie w karku, mechanicznie, z niesamowitą prędkością, precyzją i rytmem wprawiała w ruch ten monstrualny wytwór muzyki. Jej ciało, choć zmęczone, gorące, mokre, to wciąż niewytłumaczalnie posłuszne poleceniom, wciąż wykonujące pracę setek, dającą życie całemu otoczeniu. Mięśnie rozdzierane przez ból, umysł żądający odpoczynku, płuca wołające choćby o pół oddechu.

I kolejne uderzenia w takt muzyki. Smugi światła rozświetlające fragmentami ciemność hali. Epileptyczne drgania, rozdygotana w gorączce parodia życia, tłumiące wszystko dźwięki. Dogorywająca publika niezdolna nadążyć za narzuconą jej prędkością. Maligna rozszalałych, wściekle ujadających tłumów. I perkusistka. Rozciągająca istnienie chwili w długie godziny, jedną sekundę w sto uderzeń, przyspieszając do ogromnego tempa bicie swego serca. Trwając w niezrozumiałym śnie którego nie jest w stanie pojąć ani zrozumieć. Kontynuuje.

*****

- Niewiarygodne - rzucił w końcu, wpatrując się w widowisko z wysokiego balkonu osłoniętego akustycznie chronioną szybą.
- Doskonały pokaz, nieprawdaż? - odrzekł chwytając czarną bryłkę kruszcu o metalicznym połysku i wrzucając ją sobie do ust - Wkrótce jesteśmy w stanie ruszyć z masową produkcją. Jeśli tylko znajdą się odpowiednie fundusze, rzecz jasna...
- Tak, tak... Rozumiem. Ta... Ekhm, to prototyp finalny?
- Ma się rozumieć. Doskonale skoordynowany egzemplarz. Całkowicie samowystarczalny, odporny i zdolny do habituacji dowolnie wybranych obszarów. Z możliwością samodzielnej reprodukcji, o ile tylko dostarczymy mu egzemplarz męski. 
- Tak, oczywiście. Hmmm... Jak go nazwaliście?
- To... „Człowiek”.

jazzwhisky

 


Copyright 2004/05 by Tokei. All rights reserved by Tokei.
Layout by dominiczeK(dK)